Gramy wyłacznie na żywo!
Irek Dudek

Shakin` Telegram

Jeśli chcesz być powiadamiany o najważniejszych depeszach dotyczących Shakin Dudi, skrupulatnie przygotowy- wanych przez Dział Propagandy i Czarnego P.R., zapisz się na Shakindudowy Telegram!

Dowody Zbrodni

Danie

 
Cały tydzień, dzień po dniu
Schabowy z kartoflami wjeżdża na mój stół
Juz nie mogę, znów mnie mdli
Twój kulinarny talent coś nie służy mi
Jedno danie cały czas?
A może lepiej jest skosztować nowych dań
(Nie żartuj) Jedna pani cały czas?
Moze lepiej zakosztować innych pań?

Cały tydzień, dzień pod dniu
Złośliwych uwag wysłuchuję ponad stu
Lepiej mieć od piwa brzuch
Niż od roboty jak ten wielbłąd wielki garb
Jedno danie cały czas?
A może lepiej jest skosztować nowych dań
(Nie żartuj) Jedna pani cały czas?
Moze lepiej zakosztować innych pań?

Cały tydzień, dzień po dniu
Ze strachem patrzę, kiedy trzymasz w ręce nóż
Może lepszy byłby post
Niż schabowy z kartoflami cały rok
Jedno danie cały czas?
A może lepiej jest skosztować nowych dań
(Nie żartuj) Jedna pani cały czas?
Moze lepiej zakosztować innych pań?
 

Anonimowy abstynent

Dzień dobry, nazywam się Heniek
Jestem anonimowym abstynentem
Chowam twarz pod kominiarką
By nie być przez Was przeklętym
Refr
Piąta rano
Autem wracam
Trzeźwy jak drut
Jutro udam
Że mam kaca
Niech się cieszy lud
Niech się cieszy lud

W żadnej firmie miejsca nie zagrzeję
Już po miesiącu wszyscy krzywo patrzą
Proste: kabluje ten, który nie chleje
Znów szukam pracy,  w domu dzieci płaczą

Refr: Piąta rano ...

Największy obciach mam na imprezach
Co ty? Nie pijesz? Coś masz z wątrobą?
Pytają wszyscy współczującym głosem
A myślą, Heniek, ty coś z głową masz

Refr: Piąta rano ...
 

Ładnym lżej

Kolekcję zdjęć Twoich mam
Wyciętych z gazet szpalt
Jak Diesel serce wali mi
Gdy błyszczysz w Tvn
I co , że nie umiesz nic
Gdy dobrze płacą Ci
Przecież tak każdy by chciał

refr  :Bo ładnym zawsze lżej
Zawsze lżej
Bo ładnym zawsze lżej
Oj, zawsze lżej
Bo ładnym zawsze lżej
Ładnym lżej

Tropików  dziś żaden żar
Nie stopi naszych ciał
Nawet, gdy spalę na wiór
Mój dyplom z MIT (em aj ti)
Gdy rolę Pięknej wciąż grasz
A Bestią jestem ja
Nie złączy nas żaden klej
refr

Wybielę zęby jak lew
Na zmarszczki kupię krem
Zmieni podbródek i nos
Chirurga pewna dłoń
Stylisty wytworny gust
Zapełni kilka szaf
I padniesz do moich stóp
refr
 

Długi weekend

Samochodów długi sznur
Od plaż Bałtyku stoi aż do gór
Ooo w godzin pięć
Sto kilometrów, rekord świata, jest
Długi weekend
Gryzący snuje się dym, gryzący snuje się dym
Z miliona grillów
I wydechowych rur i wydechowych rur

Odpocznę- Na biurku położę łeb
Odpocznę - Nic tak jak weekend nie wykańcza mnie
Odpocznę - Interesantów pognam precz
Nic z pracy urzędnika nie wynika, nic
To długi weekend

Prościej będzie gdy nasz dobry rząd
Rozpocznie akcję "Dla każdego koń"
Koń wcale mieć nie musi dróg
I mało spalin leci mu spod nóg
Długi weekend
Gryzący snuje się dym, gryzący snuje się dym
Z miliona grillów
I wydechowych rur,  wydechowych rur

Odpocznę- Na biurku położę łeb
Odpocznę - Nic tak jak weekend nie wykańcza mnie
Odpocznę - Interesantów pognam precz
Nic z pracy urzędnika nie wynika, nic
To długi weekend
 

Raz śledź

Raz śledź
Chciał mieć
z flądrą  dom
Żyć tam
Jak ptak
Wśród czterech ścian
I nie mów proszę, że marzenia 
Potrzebne są jak oku pięść
Bo śledź
Też mieć
Marzenia chce

Lecz pech
I wnet
Do puszki wpadł
A tam
Zły świat
Cebuli smak
I nie mów proszę, że marzenia 
Potrzebne są jak oku pięść
Bo śledź
Też mieć
Marzenia chce

Stuk, stuk
I śledź
Trafił na stół
I znów
Jest z nią
Królową mórz
I nie mów proszę, że marzenia 
Potrzebne są jak oku pięść
Bo śledź
Też mieć
Marzenia chce
 

Playback

Po prostu jestem na szczycie
I mogę zrobić wszystko
Wszystko na co pozwoli menadżer
I co przynosi zyski
W studiu spędziłem 3 miesiące
Komputer mój głos dostroił
Nawet gdy kichnę, to od razu
Staje się wielkim przebojem

Refr.Uwielbiam śpiewać z playbacku beku beku
Szczególnie gdy jestem na fleku
Syczę, sapię, stękam, dyszę
Z playbacku

No, jest nas kilku kompozytorów
Mozart, Beethowen i ja
Z tym, że ci dwaj chyba nie żyją
A mnie RMF wciąż gra
Pisanie tekstó to dla mnie betka
"Słońce, nadzieja, miłość"
na kombinacji tych trzech słówek
Porsche się dorobiłem
Po prostu jestem na szczycie
I żal mi Was maluczkich
No dobra, skoro tak prosicie
Dam Wam z playbacku uśmiech

 
Refr.Uwielbiam śpiewać z playbacku beku beku
Szczególnie gdy jestem na fleku
Mówię, myślę, kocham, czuję
Z playbacku
 

Mister zmywaka

Nie wiem, po co ten doktorat był
Socjologia to życiowy błąd
Gdy pasję tylko jedną mam
Umytej porcelany schludny blask

Refr.
Mister zmywaka
Z zachwytu pieje tłum
Mister zmywaka
o o o
Razi w oczy jasny fleszów błysk
To on to on
Czerwony dywan padł do jego stóp
Z nieba zlatują  wonne płatki róż
Młodych dziewczyn histeryczny pisk
To on, to on

Dzięki mamo za nauki twe
Dzięki nim odkryłem, co to zlew
I ojcu, za te kilka rad
Jakiego detergentu do komory wlać

Refr

A najmocniej to dziękuję Wam
Za to, że promować mogę kraj
Gdy pasję z pracą łączy ten
Cieknącej wody z kranu srebrny dźwięk

Refr
 

Brom brom brom

Brom brom brom x 4

Słoma z butów jest praktyczna
Smaczna, zdrowa, dietetyczna
Dobrze łączy się z burakiem

Komputer młotem rozbiłem
Jestem na diecie
Wyniosłem plazmę do piwnicy
Jestem na diecie

Woda z mózgu leczy rany
Wrzody, plamy wątrobiane
Z lodem z serca świetnie działa

Telefon rozgniotłem butem
Jestem na diecie
Na strych teściową wysiedliłem
Jestem na diecie

Polecam wam moją dietę
I mężczyznom i kobietom
Odmulenie jest zbawieniem

I dziwne, nic się nie stało
Jestem na diecie
Rozwkita mój mózg i ciało
Jestem na diecie

Polecam wam moją dietę
I mężczyznom i kobietom
Odmulenie jest zbawieniem
 

Artyście wszystko wolno

Refr:
Bo Artyście wolno wszystko
Takie ma moralne prawo
Do śniadania walić czystą
I po mieście biegać nago
Może żonie spuścić łomot
Lecz odwalcie się krytycy
Bo to łomot piękny będzie
Taki piętkny, artystyczny

Kto komunę do upadku 
Doprowadził swą muzyką
Z państwowej listy przebojów
Najkrwawszej z barykad

Kto tam w rogu sceny leży
Jak kartofli zgniły worek
Kto pomiędzy kreską, działką, kacem
cierpi, cierpi za miliony

Kto obnaża się publicznie
Żeby gawiedź zadowolić
Brudy pierze w telewizji
I w brukowcach wciąż pierdoli (fanzoli)

 
Kto do możnych tego świata
Skomle i ogonem merda
Jak zagrają, tak zatańczy
Napisze, albo zaśpiewa.
 

Jedź do sklepu

Dziecko, rzuć te książki głupie
Pooglądaj telewizję
Łyknij piwa, nasyp chrupek
I nie babol, że przytyjesz
Zobacz, tatuś ledwo czyta
A do jakiej doszedł kasy
Przecież kupię Ci świadectwo
Ukończenia piątej klasy

Refr: Masz tu drobne dwa tałzeny
Jedź do sklepu, wydaj wszystko
Tatuś Ci nie pożałuje
Bo z tatusia jest panisko!

Zgaś natychmiast tę muzykę
Od Chopina pęka głowa
Disco polo puść, to lubię
I to wszystkim się podoba
Dziecko, lepiej zapal sobie
I pogadaj przez komórę
Tylko nie z tym Twoim gachem
Co tak zalazł mi za skórę

Refr:

Nie po to kupiłem dworek
I w promocji cztery herby
Żeby ten Twój smętny chłoptaś
Ciągle działał mi na nerwy
Zobacz, kim są jego starzy
Blade, gołe wykształciuchy
Lepiej traf takiego gacha
Co ma głowę do kapuchy
 

Sąsiad ma

Ale przegiął, gdy podjechał dziś
Terenówką z salonu wprost
Takim autem, 
Taki cieciu I ta mina napuszona

Sąsiad ma, sąsiad ma
Muszę mieć i ja

W banku skóry i marmuru blask
Klima, ściema i fachowców stu
Pierwszej klasy
Od dojenia z ludzi grubej kasy

Sąsiad ma, sąsiad ma
Muszę mieć ja

W gabinecie poczułem swą moc
On się kłaniał i zginał jak wąż
Jest światowo
Jak mnie tutaj wszyscy doceniają

Sasiad ma ...

Stos papierów, kto czytać by chciał
Przecież w banku jest wszystko na bank
Podpisałem
Nagle jakby siarką zapachniało

Sąsiad ma ...

Jego auto to przy moim złom
Zaraz z piskiem podjadę pod dom
Nech zobaczy 
Cieciu komu lepiej się powodzi
Niech go skręci, niech zaleje żółć
Niech mu gały wywali na bruk
Ach nieważne
Co tam było i co podpisałem
 

Twardy jak stonka

W życiu każdego mężczyzny
Jest czas fizycznej tężyzny
Rozwija się mięsień piwny
Kosztem mózgu, mięśni innych
Druga młodość, znów pieluchy
I w te pędy do mamusi

Refr: Twardy jak stonka i subtelny jak czołg
W hawajskiej koszuli jak niesforny brzdąc
Nie pachnie fiołkami i ma wąsy jak sum
Twój idealny facet, przytul go!

W życiu każdego faceta
Piękna zjawia się kobieta
Ale  już po paru latach
Nazywa ją "moja stara"
Druga młodość, znów pieluchy
I w te pędy do mamusi
Refr:

W życiu każdego mężczyzny
Nagle włącza się bieg wsteczny
Ślini się jak małe dziecko
Ogląda za każdą kiecką
Druga młodość, znów pieluchy
I w te pędy do mamusi
Refr:
 

Zmień płeć

Jeśli cię mecze nudzą
Obiady nie smakują
Masz chandrę i migrenę
Zmień płeć

Zmień płeć
Te wstrętne wąsy znów urosły
Zmień płeć
I znowu głowę trzeba golić
Zmień płeć
Utrzymać w ręku ciężko młotek
Zmień płeć
Kosiarka woła Cię z ogrodu
Zmień płeć
Zmień płeć
Zmień płeć

Zmień płeć
Na M jak Mdłości cicho płaczesz
Zmień płeć
Na boks nie możesz dłużej patrzeć
Zmień płeć
Gdy auto nie jest przedłużeniem
Zmień płeć
A w barze nudzisz się śmiertelnie

Zmień płeć
Zobaczysz jak jest z drugiej strony
Zmień płeć
Z miotłą przetańczysz cały dzionek
Zmień płeć
Uważaj na zbyt słoną zupę
Zmień płeć
A on z kumplami znów się upił

Zmień płeć
Być moze na okładkę trafisz
Zmień płeć
Lecz prędzej trafisz na żylaki
Zmień płeć
Już dłuzej tego nie wytrzymasz
Zmień płeć
A jego znowu w domu nie ma
 

A ona śmieje się

Kiedy dopadną mnie
Myśli ponure i złe
Uciekam z całych sił
I pukam do jej drzwi
Refr. A ona tylko śmieje się, yeye
Herbaty lepiej napij się, yeye
A wszystko będzie dobrze
Miną chwile złe
Wredny jest ten nasz świat
Jak jakiś kiepski żart
Czasem przychodzą dni
Gdy nie chcę od niego nic
Bombowo czuję się
Wybuchnę za sekund pięć
Gdy mi brakuje sił
Znów pukam do jej drzwi

Bez znajomości

Refr: Nie ma przyszłości
Bez znajomości
Nigdy nie wierz, że najlepsi zawsze zwyciężają
Owszem, owszem ale wtedy, kiedy kogoś znają
Bo bez pleców na kolana życie Cię od razu rzuci
Bo bez pleców w nikim geniusz nigdy się nie zbudzi
Nie wiem, po co ci kręgosłup, nawet ten moralny
Weź wyhoduj sobie plecy, bądź wreszcie normalny
I lekarze, politycy, aktorzy i adwokaci
Dziś zrośnięci są plecami, bo tak się opłaca
I jak myślisz, czemu teraz słuchasz tej piosenki
Znów się mylisz, to nie talent ani moje wdzięki
Ja znam w radiu paru gości i prezesa telewizji
A bez pleców mógłbym nucić najwyżej przy goleniu

Fufufujara

Na przekór średniej krajowej
Jestem całkiem sympatyczny
Wygląd mam niczego sobie
I do trzech potrafię zliczyć
Jedną wadę mam wrodzoną
Niczym rysę na krysztale
Już w dzieciństwie przyczepiono
Etykietkę tę na stałe
Refr. Fufufufu
Fujara
Kiedy z procy szybę zbiłem
Poleciałem do sąsiada
I bez bicia się przyznałem
Spojrzał na mnie, jak na gada
Gdy mnie Zośka zaprosiła
By pokazać swoje znaczki
Nie wiem, czemu się wkurzyła
Gdy spytałem, gdzie ten klaser
Gdy znalazłem na ulicy
Sto tysięcy w reklamówce
I zaniosłem na policję
Dziwnie się patrzyli chłopcy
Kiedy wierzę, w to co mówią
W telewizji, radiu, prasie
Moja Zośka ma twarz smutną
I po głowie wciąż mnie głaszcze

Gdy z komina

Gdy z komina już nie dymi
Człowiek robi się zgryźliwy
Gorycz zjada mu podroby
Jad uderza mu do głowy
Gdy z komina już nie dymi
Świat ponury, robaczywy
Nawet słońca blask nie cieszy
Żaden dowcip już nie śmieszy
Gdy nie dymi już z komina
Człowiek zaraz zapomina
Jaki był przed paru laty
Jak smakował mu świat cały
refr. Zacznij walkę z zegarem
Jeszcze nie jesteś stary
złam wskazówkę
I uduś kukułkę

Goście idą

Gniję w fotelu, popijam sok
Wyluzowany jak bez kości gęś
I nagle huk, do drzwi walenie
Refr. Goście idą
Goście idą
Goście idą
Ratuj się (SOS)
Jak dzika sfora otaczają mnie
Ten chciałby drinka, tamta kawy chce
Dzieci na dywan właśnie sok wylały
Refr, Goście idą ...
Felek co chwilę przepłukuje gardło
Zawsze tak robi, gdy dają za darmo
A jego żona czwarty talerz zmiata
Goście idą....
Siedzą, gadają, jak zwykle o niczym
Może, może przyszli, by kasę pożyczyć?
Lub głupiego psiaka dać na przechowanie
Goście idą...
Barek całkiem pusty, w lodówce przeciągi
Komputer zepsuty, ach, te dziecięce rączki
Dywan nadpalony i szklanki pobite
Goście idą...
Wreszcie się podnieśli, idą chwiejnym krokiem
Jeszcze ta formułka, wyłazi mi bokiem
Ach, jak było miło, zapraszam serdecznie
Goście idą...
SOS

Integracja

W ramach troski o załogę
Szef polecił nam
spakować się i ruszać w drogę
na firmowy bal
Ośrodek stał na uboczu
Cichy, skromny tak jak my
Bez krawatów, białych koszul
każdy jakiś nieswój był
Pierwszy toast za prezesa
Wiceprezes wzniósł
Powolutku w atmosferze
Większy czułem luz
O dwunastej dziób prezesa
Wylądował na sałatce
Księgowy oknem wyleciał
Wreszcie się zaczęły tańce
Wiceprezes z sekretarką
Zamknął się w WC
A zapłakaną personalną
Znalazł w lesie drwal
Ktoś podpalił auto szefa
I kierowcę walnął w brzuch
Przyjechała znów karetka
I policji cały tłum
"Firma bawi się do rana"
Prezesowa też
Dopadła mnie, zupełnie naga
Nie broniłem się
Wszystko byłoby w porządku
Gdyby się nie zbudził szef
Przecież to był jego pomysł
Czemu z pracy wylał mnie
Refr. I i i i integracja
ło ło ło ło łączmy się
pe pe pełna demokracja
Wszyscy równi, prezes też

Miałem ciężki dzień

Refr.
Miałem ciężki dzień
Ciężki jak granitowy blok
Miałem ciężki dzień
Ciężki jak ołowiany stop
Miałem ciężki dzień.
A co Ty możesz o tym wiedzieć?
Odbębniasz osiem godzin w biurze
Kawa, herbata, pasjans lub saper
Parę papierków czasem przełożysz.
Refr. Miałem...
Ty też się lepiej nie odzywaj
Stoisz oparty o łopatę
Czasem niechcący na nią nadepniesz
I zaraz lecisz po wypłatę
Refr. Miałem
Ja tyram, tyram, tyram, tyram
Od rana masaż, aerobic
Potem solarium, sauna i basen
Ledwo do lunchu się wyrobię
Jak męczy jazda limuzyną
Ostatkiem sił na salę wchodzę
Naprawdę nie ma nic gorszego
Niż bycie Partii Pracy wodzem
Naprawdę nie ma nic gorszego
Niż bycie Partii Pracy wodzem
Refr. Miałem

Miłość zawsze zwycięży

Na trzeciej randce dałaś mi książkę
Myślałem, że to poezji tom
Lecz nie, to był katalog z ciuchami
Wydany przez wysyłkowy dom
Na zaręczyny przyniosłaś z banku
Wyciągi i Twój konta numer
No cóż, etaty dwa nie starczyły
Wygrałem „Miliard w rozumie”
Ślub był wspaniały, kosztowny nieco
Wesele się nie zwróciło
I w noc poślubną liczyłaś straty
Płacząc, że co to za miłość
Refr: Miłość zawsze zwycięży
Szczególnie miłość do pieniędzy
Amore
Kasiorę
Miłość zawsze wygrywa
Nie wolno się z niej naigrywać

Mylić się, ludzka rzecz

Ach, czuję, czuję, czuję znowu, że nadchodzi
Rozkojarzenia dziwny, dziwny, dziwny stan
Próbuję chwycić swoją, swoją, swoją głowę
Lecz ona leci,leci, leci krzycząc „pa”
pa, pa
Pa, pa
Refr. Mylić się, ludzka rzecz
Mylić się, to nie grzech
Czasami fajnie jest
Ach, jaki, jaki, jestem, jestem roztrzepany
Do domu szedłem a tu, a tu, a tu bar
Z tak bardzo, bardzo, bardzo podobnymi drzwiami
Niechcący wszedłem, wszedłem, wszedłem jak ta ćma
Jak ćma
Jak ćma
Ach, jaki, jaki, jaki jestem roztargniony
Znów lekko, lekko, lekko pomyliłem się
Podobna była, była, była tak do żony
Podobna była tak, jak krople dwie
Jak dwie
Jak dwie
Krople

Najechali nas kosmici

Siedzisz, bez pracy,vw pustym mieszkaniu
Komornik znów puka do drzwi
Puk, puk, stukają po głowie myśli
Dlaczego właśnie Ty?
Nie ćwicz neuronów,
Łeż nie produkuj]
Zaraz wyjaśnię Ci
Z jakich powodów masz przerąbane
I w takim dołku tkwisz:
Refr. Najechali nas kosmici
Kosmici są wśród nas
Demontują, knują, psują
Nasz idealny świat
Zielone ludki
wkradły się wszędzie
Do szkół, do fabryk, do biur
Zamaskowani w każdym urzędzie
Z ludzkością toczą bój
To był kosmita, ten w garniturze,
Który Ci kredyt dał
Inny zielony zamknął Twój zakład
I zwinął cały szmal

Sobotni wieczór, sobotnia noc

W przepoconych autobusach i tramwajach
Kolorowe kiecki dziewczyn zakwitają
W rękach chłopców pełne brzęku reklamówki
Sobotni wieczór, sobotnia noc
Usta dziewczyn kokieterią malowane
Oglądają je chłopaków oczy szklane
Z okien lecą flaszki i przeboje
Sobotni wieczór, sobotnia noc
Jakieś wino szybko obciągnięte w bramie
Jakiś biały, mocno poszarpany stanik
Wolno z rozbitego nosa kapie krew
Sobotni wieczór, sobotnia noc
W przepoconych autobusach i tramwajach
Zmięte kiecki dziewczyn lekko się słaniają
Na zielonych twarzach chłopców gaśnie już
Sobotni wieczór, sobotnia noc

Toksyczna rodzinka

Dziadek znowu łyknął Viagrę
i po schodzach babcię goni
Szybko babci nie dopadnie
Bo zażyła anabolik
Siostra parzy już dziesiątą
herbatkę na odchudzanie
Żebro przebiło jej skórę
Na bank modelką zostanie
Brat przed lustrem ćpa sterydy
I napina mięśnie wszystkie
Z tą tęsknotą za rozumem
mógłby zostać politykiem
Mamę znowu boli głowa
pewnie ojciec wrócił z pracy
Łyka szósty biały proszek
I popija winem białym
Rzeczywiście, ojciec wrócił
I wyciąga coś z apteczki
Może na depresję prochy
Lub na kaca dwie tabletki
Refr:
Wszyscy w rodzinie
Znamy się na medycynie
Na wszystkie problemy
Lekarstwo znajdziemy

Wezmę młotek

Silnik nagle zachrobotał
Zachrobotał, potem zgasł
Gdy uniosłem maskę w górę
Czarny dym okadził twarz
Co tu robić? Instynktownie
Po komórkę sięga dłoń
Ta coś charczy, jęczy, stęka
Wreszcie gaśnie, jak na złość
Ty wysiadasz z samochodu
Nabzdyczona jak ten paw
Mówisz „mogłam zostać w domu”
I z pogardą krzywisz twarz
Refr. Wszystko psuje się, rzeczy dobre
Rzeczy dobre, rzeczy złe
Wszystko psuje się
Wezmę młotek, kilo gwoździ
I naprawię świat
Zanim wszystko się popsuje
I pochłonie nas

Stereo dźwięk

Dziewięć lat
Małżeństwo moje jak (ta) skałą trwa
Dziewięć lat
Dobrych lat
Dziewięć lat
Bez kłótni i awantur, zdradzę Wam
Sprawił to
Prosty fakt
Refr.
Tylko
stereo dźwięk
dobrze
brzmi
Dziewięć lat
Prześliczną sekretarkę mam
Dziewięć lat
Słodkich lat
Dziewięć lat
Każdego dnia po pracy spędzam z nią
Jakiś czas
Sam na sam

Coś nie tak

Kiedy wszystko gładko toczy się
Nabrać się nie dam
Dobrze wiem
Że coś nie tak, że coś nie tak z tym jest.
Zdrów jak ryba- lekarz mówi mi
Na pewno kłamie
Przecież wiem
Że coś nie tak, że coś nie tak z tym jest.
Szepczesz, jak Ci ze mną dobrze jest
To podejrzane
Dobrze wiem
Że coś nie tak, że coś nie tak z tym jest.
Na ulicy roześmiany tłum
To jakiś spisek
Ja już wiem
Że coś nie tak, że coś nie tak z tym jest.
Patrzę w lustrze na swą miłą twarz
Pełne oszustwo
Przecież wiem
Że coś nie tak, że ze mną coś nie tak.

Teledurniej

Wiele razy słyszałeś, że dzięki ciężkiej pracy
można zostać sławnym i można się wzbogacić
Pstrowskiego los najlepszym ma być tu dowodem
Lecz ile miał na koncie, tego się nie dowiesz
Nie słuchaj propagandy i nie wierz w takie baśnie
Od ciężkiej pracy tylko, tylko garb ci wyrośnie
Dziś lepsze są sposoby, by dojść do czegoś w życiu
Takie od których nigdy nie będziesz miał odcisków
Refr. Nie matura, lecz chęć szczera
zrobi z ciebie milionera
Teledurniej rusza nowy
Napisz, zadzwoń, bądź gotowy
Po co najlepsze lata na książki marnować
Po co przeciążać umysł, gdy prostsza jest metoda
Gdy w ciągu paru minut zarobić można więcej
niż ma profesor w szkole przez 60 miesięcy
Po co masz wcześnie wstawać, jak krowa na pastwisko
Po co jak frajer tyrać, gdy można dziś mieć wszystko
Na parę prostych pytań wystarczy odpowiedzieć
A jeśli się nie uda, to spróbuj znów za tydzień
Refr. Nie matura...
refr.chór
Czy dwa razy dwa to cztery,
a moźe pięć, a moze trzy
Proszę się zastanowić...
Kto nie odpowie
ten kulkę w głowę dostanie
Czemu nie?

Uła, Uła

Chodzę lekko zamroczony
to już trzeci dzień
Oddech ciężki, wzrok przekrwiony
Słabo czuję się
Tydzień temu burak tępy
Wyrzucił z pracy mnie
Nie mógł znieść, ze potrafiłem
własne zdanie mieć
Jakby tego było mało
następnego dnia
Auto mi wyparowało
Parkingowy spał
Jolka ostro się wkurzyła
na mój nietrzeźwy stan
Spakowała swe bambetle
Powiedziała: pa
Szkoda tylko, że w tej złości
zapomniała, gęś
żelazko z prądu wyłączyć
Domek spalił się
Refr. chór
Uła, uła rośnie mi buła
bul, bul, bul, bul skacze mi gul.

Mała, biała i pękata

Jacek był pierwszy, złapała go policja,
gdy po imieninach wracał samochodem
Stan miał wskazujący, że to nie prohibicja
O mało ze wstydu nie pękł balonik
Sierżant marszczył czoło i punktami groził
Lecz Janek mimo bani, nie był w ciemię bity
Z portfela wyjął stówę i do koperty włożył
Sierżant szybko schował i było już po wszystkim
refr.
Jestem mała koperta
Biała, lecz trochę wymięta
Krążę po całym kraju
Wszyscy już mnie znają
Sierżant kopertę nosił prawie tydzień
Dopóki do urzędu nie podreptał z podaniem
Do tamtej stówy dołożył jeszcze stówek siedem
Urzędnik wszystko przyjął i zamknął w szufladzie
Po czterech dniach urzędnik pojechał do Warszawy
Miał z pewnym znanym posłem spotkanie umówione
Urzędnik dobrze wiedział, jak się załatwia sprawy
Pięćdziesiąt miał banknotów w kopercie ułożonych.
refr....
Poseł miał chore gardło, gdy wrócił do domu
z debat bezsensownych, acz długich i męczących
A w przychodni, ja to po reformie tłumy
Nie miał siły czekać, więc w kopertę włożył
I takim sposobem, do Janka doktora
Ta biała koperta znowu powróciła
Szybko wyjął stówkę, do kieszeni schował
Wygładził kopertę, pewnie znów się przyda

Lili, na imię miałaś Lili

Dzień był jakiś chory - jak polopiryna
Bez celu błąkałem się
W ponurej knajpie na stole
Ujrzałem Twój dziwny cień
Usiadłaś taka niepewna - jak wygrana w totka
Aż stolik cały drżał
We mnie miłości wulkan
Zakipiał pierwszy raz
Szeptałaś, z lekką chrypą - jak głośnik dworcowy
że musisz uciec im
Mówiłaś coś o agencji
Rządowej lub Archiwum X
Hotel był dość obskurny - jak publiczny szalet
Lecz za to gorąca noc
Ach, jak mnie zaskoczyłaś
Cielesną wiedzą swą
Gdy rano się podniosłem - jak IQ na kacu
Nie było obok Cię
Nie było też portfela
Zegarka zresztą też
Refr.
Lili, na imię miałaś Lili
Dla kogo ty pracujesz?
Czy obcy cię porwali
Czy jesteś pośród nas
Lili, na imię miałaś Lili
Ja wciąż do ciebie czuję
Nieziemski pociąg, ekspres
Lili, ach Lili wróć.

Kup psa

Gdy chcesz przyjaciela mieć
Przyjaciela na wiele lat
Nie szukaj wśród ludzi go
Lecz po prostu kup sobie psa
Pożyczać nie będzie chciał
Samochodu, pieniędzy Twych
Nie powie żonie, gdzie
Gdzieś naprawdę wieczorem był
Gdy chcesz przyjaciela mieć
To kup szybko sobie psa.
Gdy chcesz kolegów mieć
Dobrych kumpli przez wiele lat
To musisz hojnym być
Wódkę stawiać co jakiś czas
Udawać musisz też
Że naprawdę zajmują Cię
Problemy koleżków Twych
z cyklu: kto dziś dziś wygra mecz.
Zastanów lepiej się
Taniej będzie kupić psa.
Gdy chcesz koleżankę mieć
Przytulankę na kilka dni
Długopis, kartkę weź
Zaraz adres podam Ci.

Stereo dźwięk

Dziewięć lat
Małżeństwo moje jak (ta) skałą trwa
Dziewięć lat
Dobrych lat
Dziewięć lat
Bez kłótni i awantur, zdradzę Wam
Sprawił to
Prosty fakt
Refr.
Tylko
stereo dźwięk
dobrze
brzmi
Dziewięć lat
Prześliczną sekretarkę mam
Dziewięć lat
Słodkich lat
Dziewięć lat
Każdego dnia po pracy spędzam z nią
Jakiś czas
Sam na sam

Promocja w krainie czarów

Bracia i siostry, bracia i siostry
znów nadszedł ten dzień radosny
Dzień duchowego zespolenia
Kolejna niedziela, handlowa niedziela
Wznieśmy w górę puste koszyki
i napełnijmy je po brzegi
Pokłońmy wszystkim się stoiskom
Zakupy, zakupy ponad wszystko
Błogosławione niech będą promocje
Chwalmy je, chwalmy bracia i siostry
Bierzcie i jedzcie, bierzcie, kupujcie
Supermarketu chwałę budujcie
Złóżcie ofiarę kolejną przy kasie
a więcej cudów przydarzy Wam się
Więcej nowości, przecen, rabatów
na tym najlepszym z handlowych światów
Do Waszych domów w pokoju jedźcie
Dobrą nowinę sąsiadom nieście
Zapalcie świeczkę przed Waszą lodówką
Bracia i siostry, udanych zakupów
refr.chór
Promocja w krainie czarów
Refr.
Jak myszy w labiryncie
pomiędzy regałami
Z gębami rozdziawionymi
- niedzielę spędzamy
chór: -niedzielę przegrywamy

Morella

Za oknem mokry śnieg
Otulił cały park
A nuda, tak jak ten śnieg
Oblepia, otula całego mnie
Jeszcze kwadranse dwa
Nim zniknie biało-czarny świat
Pilot na straży trwa
I czekam, dwusetny już czekam raz
Refr. Morello, twoja twarz
Z ekranu tak anielski rzuca blask
Gdy cierpisz, to cierpię ja
Morello - w niewoli uczuć trzymasz mnie
Na pozór wszystko gra
Znów przyjdą Tiry dwa
Kolegów w celnym mam
Przepuszczą, do środka nie zaglądnie nikt
Lecz to nie cieszy mnie
W bezbarwnym świecie tkwię
Jedynie czuję żar
Gdy włączę, dwusetny gdy cię ujrzę raz.
Refr. Morello...

Konstruktor

Jestem mały gnuś
Na kanapie uff, uff
Leżę cały dzień
Konstruuję brzuch
Tylko muchy bzyk
Gnuśną ciszę tnie
Czemu nikt
Nie chce przysłać mi
Milionów dwóch, milionów dwóch
Lub trzech?
Jestem mały gnuś
Na kanapie uff, uff
Leżę cały dzień
Konstruuję brzuch
Tylko muchy bzyk
Gnuśną ciszę tnie
Czemu nikt
Nikt nie kocha mnie?
Miliony dwa, miliony dwa
Lub trzy.

Nie dla mnie limuzyny

Nie dla mnie limuzyny
Nie dla mnie blond modelki
Nie dla mnie Business Center Club
Nie dla mnie Teatr Wielki
Bo dla mnie Daewoo Tico
Bo dla mnie tłusta żona
Bo dla mnie brazylijski serial
Bo dla mnie McDonald
Nie dla mnie duża kasa
Nie dla mnie wielka sława
Nie dla mnie Matka Ziemia
Nie dla mnie ta zabawa
Bo dla mnie tylko raty
Bo dla mnie statystyka
Bo dla mnie garstka piachu
Bo dla mnie pół litra
Chór:
Masz przechlapane
i nie zmienisz nic
Karty rozdane
Masz przechlapane

Paramądrala

Dziewięć lat
Małżeństwo moje jak (ta) skałą trwa
Dziewięć lat
Dobrych lat
Dziewięć lat
Bez kłótni i awantur, zdradzę Wam
Sprawił to
Prosty fakt
Refr.
Tylko
stereo dźwięk
dobrze
brzmi
Dziewięć lat
Prześliczną sekretarkę mam
Dziewięć lat
Słodkich lat
Dziewięć lat
Każdego dnia po pracy spędzam z nią
Jakiś czas
Sam na sam

1,2,3,4,5,6,7

O kurczę, kurczę, kurczę wszystko gra
Spopopopopokojny jestem tak
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem
Biabiabiabiabiabiałych tabletek.
Fafafafafafajnie jest
Nononononormalny kraj
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem
Biabiabiabiabiabiałych tabletek.
Mimimimimiłych ludzi znam
Kukukukukukukulturalnych tak
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem
Biabiabiabiabiabiałych tabletek.
Bebebebebepieczna przyszłość ma
Kokokokokocham za to Was
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem
Biabiabiabiabiabiałych tabletek.

Au sza la la la

Au sza la la la mam dwie lewe ręce
Au sza la la la nie mam pieniędzy
Au sza la la la nie mam ochoty wziąć się do roboty
Au sza la la la zamiast pracować ja wolę leniuchować
Mama i Tato mówią mi, synu masz lat 53
Najwyższy czas byś skończył szkołę
Inaczej będziesz starym matołem
Mnie ta ich gadka nic nie obchodzi
Niech życie w szkole marnują młodzi
Mama i Tato są zmartwieni, że syn się jeszcze nie ożenił
Że nie ma domu i samochodu
Że się marnuje chłopak za młodu
Ja na ich teksty przymykam oczy
Wolę z kumplami na miasto skoczyć
Mama i Tato głowę mi trują, że już pół wieku na mnie pracują
Że lat trzydzieści dają pieniądze
By zaspokoić synalka żądze
Ja cicho siedzę, na nich nie krzyczę
Przecież was kocham, moi rodzice.

Gdy wracam późno

Gdy wracam późno w nocy na schodach już na mnie czekasz
Rozumiem, że się złościsz, lecz po co Ci ta siekiera?
Jeszcze skaleczysz się, moja mała.
Talerze latające już dawno wyszły z mody
Ten głupi ślad po szmince nie może przecież być dowodem,
że jakąś listę mam, ja tylko Ciebie tak, bardzo kocham.
To zdjęcie w mym portfelu to zwykła koleżanka z klasy
I nie wierz tym sąsiadkom, że wtedy, gdy byłaś na wczasach,
ona mieszkała tu, przecież tak kocham Cię, moja mała.
Refr. Żonie czujnej jak policjant wciąż się marzy prohibicja
Żonie groźnej jak Hunowie tylko monogamia w głowie.

Tak dobrze mi tu

Bomba wybuchła pod budką z frytkami
Wczoraj skradziono kolumnę Zygmunta
Przystaję przed sklepów z bronią wystawami
A policja się modli o spadek liczby zbrodni.
Refr. Tak dobrze mi tu, tak mi dobrze,
że dobrze mi tak.
Górnicy pod ziemią węgiel zakopują
Na Marriot rolnicy już ciągną z kosami
A komuniści bibułę drukują
Kolejny bankier uciekł z dolarami.
Benzyna już w cenie flaszki Mazowieckiej
Zasiłek wystarczy na myszy wykarmienie
A ja, współwłaściciel firmy pogrzebowej
Uśmiecham się słodko, bo jeszcze mam nadzieję.

Mniam

Gdy wyemigrował z raju Adam z żoną swą
Wtedy problem się pojawił, skąd wziąć coś na ząb?
Paru cwanych pasibrzuchów tak zmieniło świat
Żeby wszystkich trzymał w szachu pełnej miski czar.
Refr. Mniam, mniam, mniam
Królestwo za kaszankę
Mniam, mniam, mniam
Ich liebe lieberwurst
Mniam, mniam, mniam
Salceson ponad wszystko.
Miska wojny wypowiada, miska zmienia świat
Rodzi dzieci, kopie groby, pełnej miski czar
Miska łączy, miska dzieli, niejednego z nas
przekonuje do idei pełnej miski czar.
Refr. Głodny Polak zły jak osa
Najedzony śpi
Marzy mu się pełna miska
Choć przez parę dni.

Zostałaś babą

Sam się dziwię, że Cię jeszcze nie otrułem
Spójrz do lustra, kogo widzisz tam?
Rozmemłany, tłusty babsztyl w papilotach
Nos czerwony, bladosina twarz.
Refr. A na komódce Twoje zdjęcie sprzed ośmiu lat
Z Cindy Crawford mogłaś zmierzyć się na wybiegu
Zostałaś babą, babą, babą...
Sam się dziwię, że Cię jeszcze nie otrułem
Za ten bajzel w domu i za brud
A tapczanie, z tępym wzrokiem w telewizor
Jesz parówki, że nie pękniesz to cud.
Miska wojny wypowiada, miska zmienia świat
Rodzi dzieci, kopie groby, pełnej miski czar
Miska łączy, miska dzieli, niejednego z nas
przekonuje do idei pełnej miski czar.
Refr. Głodny Polak zły jak osa
Najedzony śpi
Marzy mu się pełna miska
Choć przez parę dni.

Taka przebojowa

Taka przebojowa i taka zaradna
Oskubałaś męzów dwóch
Dwie wygrane sprawy rozwodowe
I mogłaś już zostać businesswoman.
Byłaś kobietą z inicjatywą
O każdej porze nocy i dnia
W hotelach, barach i kasynach
Tam ekonomii uczyłaś się praw.
Refr. Fortuna ciałem się toczy...
Gdy zostać chcesz człowiekiem sukcesu
Pilnuj swego interesu.

Płać, Płać, Płać

Portmonetki smak znam od wielu lat
Najczęściej jednak pustą ma
Dlaczego? Kto powie mi dlaczego?
Ciągle nie mam nic, żeby móc jak człowiek żyć.
Ustrój zmienił się, moja pensja nie
A cenom domalował ktoś po parę zer
Dlaczego?...
Sąsiad Volvo ma, motorynkę ja
I każdy z nas do swej Europy pędem gna
Dlaczego?...
Wkoło reklam krzyk, butikowy styl
A mnie w spłowialym garniturze dręczy myśl
Dlaczego?...
Refr. Kiedy wracam w dzień wypłaty
Mówisz: płać, płać, płać
Jak Janosik łupisz mnie
Wciąż wyliczasz swe potrzeby
Mówiąc płać, płać, płać
Przed rentgenem Twoich oczu
Żaden banknot nie ma szans.

Gdybyś miała

Gdybyś miała lepszy gust
Mogłabyś powiększyć biust
Wypudrować trochę nos
Lekko zmodulować głos
Mogłabyś na wadze stracić
Nie nosić z nylonu gaci!
Dziury w zębach zaplombować
Twarzy różem nie malować
Pójść czasami do fryzjera
I szlafroka nie ubierać
Mogłabyś na wadze stracić
Nie nosić z nylonu gaci, hej.
Gdybyś miała lepszy smak
Mogłabyś wyglądać tak... jak?
Jak sąsiadka z naprzeciwka
Ta, o której mówisz: Dziwka!
Mogłabyś na wadze stracić
Nie nosić z nylonu gaci.

To my ułani

To my ułani, lekko narąbani
Ruszamy cwałem naszym Rolls Roycem
Ulice błyszczą, neony śpiewają
Cudowne domy swą bielą olśniewają
Pogodni ludzie po parku spacerują
Pełno uśmiechów, to polska rzeczywistość
W strugach szampana dodajemy gazu
Szybciej, szybciej, nie traćmy czasu
Refr. No to zabawmy się szalenie i wesoło
Na strzępy rozerwijmy się, choć bryndza naokoło
Zabawmy się, zamiast biadolić i narzekać
Zabawmy się, bo nie wiadomo co nas czeka
Fajne dziewczyny rzucają się na szyję
Wszyscy śpiewamy i tańczymy wszyscy
I coraz mocniej, coraz mocniej, zaraz odlecimy
Ach, my Polacy, jak pięknie się bawimy
I tylko rano, gdy wracamy pieszo
Ci jacyś tacy pergaminowi ludzie gdzieś się śpieszą
I mają usta jakieś takie zaciśnięte
Czemu tacy smutni, dla mnie niepojęte

Popelina

To jest mój dom, a to jest mój samochód
Tu na wakacje jeżdżę raz do roku
Moje książki, moje artykuły
Moje ordery, pieniądze i tytuły
Moja żona, dwoje moich dzieci
Przyjaciele, kochanka, sąsiedzi
Poopelina...
To moje miasto rolniczo-przemysłowe
Stronnictwa, partie, związki zawodowe
Cywilizacja, do której należę
Me ideały, w które święcie wierzę
Cały świat tak urządzony kiepsko
I jeszcze człowiek, z największych największa
Poopelina....

Tak dobrze mi tu

Bomba wybuchła pod budką z frytkami
Wczoraj skradziono kolumnę Zygmunta
Przystaję przed sklepów z bronią wystawami
A policja się modli o spadek liczby zbrodni.
Refr. Tak dobrze mi tu, tak mi dobrze,
że dobrze mi tak.
Górnicy pod ziemią węgiel zakopują
Na Marriot rolnicy już ciągną z kosami
A komuniści bibułę drukują
Kolejny bankier uciekł z dolarami.
Benzyna już w cenie flaszki Mazowieckiej
Zasiłek wystarczy na myszy wykarmienie
A ja, współwłaściciel firmy pogrzebowej
Uśmiecham się słodko, bo jeszcze mam nadzieję.

Kopciuszku wróć

Wyjechałaś nagle tak, został tylko mi
Pantofelek Twój, numer 43
Zapach Przemysławki Twej coraz słabiej czuć
Wyjechałaś nagle tak, został tylko mi
Pantofelek Twój, numer 43
Zapach Przemysławki Twej coraz słabiej czuć
Nie opuszczaj mnie, proszę Kopciuszku wróć!
Kto sprzątnie cały dom
Wyprowadzi psa i naprawi gaz
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens
Kto papcie poda mi
Zaceruje sweter i wypierze dres
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens
Kto zrobi obiad mi,
Kupi biały ser, posmaruje chleb
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens
Kto włoski zetnie mi
Będzie plecy mył i paznokcie strzygł
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens
Kto łóżko będzie słał
W uszko gilgał mnie, mówił "kocham Cię"
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens
Kto pokieruje mną
Kto utrzyma mnie, zarobi na chleb
Proszę, Kopciuszku wróć
Bez Ciebie życie traci sens

Skok w bok

Jedyną szansą, by normalnym być
Gdy tak ciężko, tak ciężko żyć
Skok w bok
Gdy Twa dziewczyna znów idzie na wiec
Ty uciekaj, uciekaj i zrób ten
Skok w bok
Kiedy podwyżka odbiera Ci chleb
Od problemów na chwilę oderwie Cię
Skok w bok
Ostatni kumpel opuścił Twój kraj
Więc zapomnij, zrób bye, bye
Skok w bok
Gdy białe plamy zatrują Ci krew
To tylko, tylko może zbawić Cię
Skok w bok
Jeśli Europa po nocach się śni
Cała Polska powinna zrobić dziś
Skok w bok
Refr: Całuj, całuj mnie wciąż
Tego nie da Ci nigdy Twój mąż
Kochaj, kochaj, kochaj co sił
I zapamiętaj, że to tylko był
Skok w bok

Lady głupota

Kiedy tylko małpa zeszła z drzewa
Żeby z drugą małpą zagrać w piłkę nożną
Kiedy węża posłuchała Ewa
I zerwała jabłko, by szarlotkę upiec
Kiedy Noe zabrał na arkę muchy i komary zamiast dinozaurów
Sprawką było to
Lady Głupoty
Refr. Lady Głupoto, chcę złożyć Ci hołd
Wielki Twój zasięg, wielka Twa moc
Cały świat, cały świat, w rękach Twych
Lady Głupoto nie zgaśnie Twój blask
Ty wiecznie żywa mieszkasz w nas
Chociaż my, chociaż my, płacimy czynsz
Kiedy Wanda odepchnęła Niemca
Tracąc Mercedesa na rzecz brudnej wody
Kiedy Bona ziemniaka sprowadziła
By na handlu bimbrem zarobić miliony
Gdy Sobieski z Turkami wojował
Zamiast w Wiedniu z nimi pohandlować
Sprawka było to
Lady Głupoty
Gdy w urzędzie tracę osiem godzin
Gdy jedynej słusznej racji ktoś dowodzi
Gdy w gazecie czytam felietony
Gdy przemawia pewien działacz nawiedzony
Gdy rozmawiam z każdym o tym samym
Gdy problemy nowe sami wciąż stwarzamy
Wtedy widzę ją:
Lady Głupotę

Nalej mi

Nalej mi, nalej mi setki dwie
Niech radosny nastanie nowy dzień
Tylko wódka może spłukać świata brud
Cud, cud
Nalej mi, nalej mi setki trzy
Niech pokocham was wszystkich, wściekłe psy
Tylko w wódce wasze gęby mają twarz
Cud, cud
Nalej mi, nalej mi litra pół
Świat i ja, razem padniemy pod stół
Tylko w wódce można płynąć przez ten gnój
Cud, cud

Stany lękowe

Coś puka i stuka, znów budzi mnie
Coś wrzeszczy, coś trzeszczy, chrobocze po szkle
Coś rzęzi i chrzęści, rozpłaczę się
I znów coś świszczy, piszczy, miauczy, czochra się
Refr. To tylko szary, zwykły strach
Nocą zakrada się
To tylko szary zwykły strach
Z łóżka wyciąga mnie
Zapalam światło, patrzę w okno
We wszystkich oknach pali się
Zapalam światło, patrzę w okno,
We wszystkich oknach pali się
Coś skrzypi i chrypi, nie mogę spać
Coś warczy i charczy i jęczy przez nos
Coś chrupie i sapie, chcę uciec stąd
I znów coś chlupie, tupie, dudni, miota się.
refr. To tylko....

O ogień bój

Jaskiniowcy w otchłaniach bram
Ludzkie mięso wcinają tam,
Refr. O ogień bój
Jaskiniowcy w czeluściach knajp
W kuflach piwa utopią nas
Jaskiniowcy w małym M-3
Na siebie szczerzą kły
Jaskiniowcy w małym M-3
Jaskiniowcy z biurowca grot
Nie reagują na burzy grzmot
Jaskiniowcy z biurowca grot
Jaskiniowcem ty jesteś też
Prawami dżungli rządzisz się
Jaskiniowcem ty jesteś ten.

Pornografia

Przeglądam gazetę, na ostatniej stronie
Rozebrany towar kusi mnie
Gdy wieczorem siedzę na balkonie
W oknie naprzeciwko ona rozbiera się
Ref. Pornografia....
Oglądam telewizję, by trochę odpocząć
A tam znowu balet rozebranych pań
Znów mama ze zgorszeniem zasłania mi oczy
A ja bym, ba bym godzinami mógł się patrzeć nań
Rodzice gdzieś poszli, jestem u sąsiada
Mała Ala nowym misiem bawi się
Mnie nudzi ta ciągła dziecinada
Lecz co ma Alapod spódniczką to ciekawi mnie

Otwórz oczka

Już pora, obudź się
Nie można ciągle czaszki upajać snem
Hej facet, nie ciesz się
Różowe okulary wnet stłuką się.
Refr. Otwórz oczka
Znów ktoś ożenił kit
Przed szarą prawdą oczka zasłonił Ci
Wciąż humor dobry masz
Aż pysk Twój przypomina satyra twarz
Cóż, nic nie załamie Cię
Takim menelom dobrze zawsze już jest
Frajerze, powiedz mi
Gdzie w czaszkę młotkiem ... Ci, by tak zgłupieć fest.

Zastanów się co robisz

Ty wciąż tak porządny, od trzydziestu lat
Innym Twym kolegom dawno wianek spadł
Zastanów się, co robisz
Ty nigdy nie pijesz od trzydziestu lat
Innym w Twoim wieku dawno trzustkę trafił szlag
Zastanów się, co robisz
Ty ciężko pracujesz od trzydziestu lat
Inni nie pracując robią większy szmal
Zastanów się, co robisz
Ty wierny swym ideom od trzydziestu lat
Inni je zmieniają, gdy zawieje wiatr
Zastanów się co robisz
Ty grasz rock and rolla od trzydziestu lat
Inni grają chałę, co ty z tego masz?
Zastanów się co robisz
Ty za swe uczynki sięgniesz nieba bram
Innych za te grzechy nie zaproszą tam
Zastanów się co robisz

To Ty Słodka

To ty słodka jak miód
To ty pieściłaµ uszko me
Refr. Lecz przecież wiesz, że na gitarze gram
Po każdym koncercie 100 panienek mam
Więc cóż, ze swym losem pogódz się
To ty miękka jak puch
To ty misiu mówiłaś mi
Refr. Lecz....
To ty śliczna jak kwiat
To ty głaskałaś mnie pod sztorc
Refr. Lecz...

Oh Ziuta

Oh Ziuta,dziś życie me przegrane jest przez jedną noc
Oh, Ziuta naprawdę nie wiem, jak się pozbyć Ciebie stąd.
Urodę świnki Pigi masz
Wagą przewyższasz nawet ją
We śnie mnie straszy Twoja twarz
A wszystko to przez jedna noc
Oh, Ziuta ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet
tylko wina czasem brak
Lecz Ziuta gdy wytrzeźwieje człowiek, wtedy
inny gust ma, inny smak.
Pokazać się gdzieś z Tobą wstyd
Dwie klasy podstawówki masz
Swym krzykiem nerwy psujesz mi
A wszystko to przez jedna noc.
Oh, Ziuta ! Pijany byłem, gdy przed ołtarz zaciągnęłaś mnie
Oh, Ziuta ! Dlaczego się zgodziłem, tak żałuję dziś
Za byle co ty bijesz mnie, pieniędzy żadnych nie chcesz dać
Szepczesz koteczku: kochaj mnie. A wszystko to przez jedną noc
Oh, Ziuta, dlaczego mą dziewczyna pierwszą stałaś się tej nocy złej
Oh, Ziuta, kobiet dotąd nie miałem, nie wiedziałem jak to robi się.
Hrabiowski tytuł przecież mam
A Ty gosposią byłaś mą
Podniosłaś swój społeczny stan
A wszystko to przez jedną noc.

Za dziesięć trzynasta

Kolejka jak zwykle ustawiła się
Wszyscy tu mnie znają, ja ich też
Odliczoną forsę lekko w ręku mnę
Przede mną trzydziestu, nie jest źle
Za 10 minut trzynasta
Za 10 minut trzynasta
Za 10 minut trzynasta
Zapalam klubasa, ręka lekko drży
Och nie lubię czekać, słabo mi
Przyszli Staś i Maniek, oni mają gest
Ćwiczymy alpagę, fajnie jest
Już za 5 minut trzynasta
Już za 5 minut trzynasta
Już za 5 minut trzynasta
Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień
Ruszyła kolejka, wszystkim lżej
Życie po trzynastej tu zaczyna się
Poproszę trzy flaszki, nie pięć!

Au sza la la la

Au sza la la la mam dwie lewe ręce
Au sza la la la nie mam pieniędzy
Au sza la la la nie mam ochoty wziąć się do roboty
Au sza la la la zamiast pracować ja wolę leniuchować
Mama i Tato mówią mi, synu masz lat 53
Najwyższy czas byś skończył szkołę
Inaczej będziesz starym matołem
Mnie ta ich gadka nic nie obchodzi
Niech życie w szkole marnują młodzi
Mama i Tato są zmartwieni, że syn się jeszcze nie ożenił
Że nie ma domu i samochodu
Że się marnuje chłopak za młodu
Ja na ich teksty przymykam oczy
Wolę z kumplami na miasto skoczyć
Mama i Tato głowę mi trują, że już pół wieku na mnie pracują
Że lat trzydzieści dają pieniądze
By zaspokoić synalka żądze
Ja cicho siedzę, na nich nie krzyczę
Przecież was kocham, moi rodzice.

Super gwiazda

Wkoło tłum, nastolatków wrzask
Zaczął się festiwal gwiazd
Kilowatów sto i świateł blask
Pierwszy idol z kartki śpiewa tekst
Nagle przestał mordę drzeć
Wzmacniacz spalił się, zadyma fest
Supergwiazdy zniszczone przez kac
I wielbicielek wdzięk
Grają byle co i byle jak
Stary dziad, idol naszych babć
Dziś w stroju buntownika
Jeszcze ze sto lat będzie nam grać
Dziś ja rock`n`rolla chcę grać
Choć mam kiepski słuch i głos
I tak, gwiazdą mogę się stać.

Kaptur

Już zapadła noc, cicho szumi las
Do babci ścieżką maszeruje sam
Czerwony Kaptur
Czerwony Kaptur
Biednej, chorej babci niesie żarcia kosz
Tak dobra wnuczka
Och, tak
Taka, taka dobra wnuczka
Och tak
Taka, taka, taka dobra wnuczka
Ze aż strach
Stary, głodny wilk w gąszczu czai się
Szczerzy kły, wnet dziewczynkę zje
Czerwony Kaptur
Czerwony Kaptur
Biednej, chorej babci nie zobaczy już
Taki straszny wilk
Och, tak
Taki, taki straszny wilk
Och, tak
Taki, taki, taki straszny wilk
Że aż strach
Lecz Kapturek nagle zrzucił wdzianko swe
Krzyczy: bierz mnie wilku, jeśli chcesz
Czerwony Kaptur
Czerwony Kaptur
Wilk się wziął do dzieła i po ośmiu zdechł
Taki biedny wilk
Och, tak
Tak pomyśleć czasem
Aż strach
Ile, ile takich biednych wilków
Kapturek zjadł.

Opakowanie

Opakowanie pierwsza klasa
Zaszokowało całkiem mnie
Ty chciałaś rock\'n rolla hasać
A ja go tańczę bardzo źle
Ale ty dalej się bawiłaś
W ten sposób serce me podbiłaś
Parę kielonków w gardło wlanych
Tak mocno rozogniło nas
Że chciałaś bawić się do rana
A ja na chatę Ciebie brać
Ale ty w końcu się zgodziłaś
W ten sposób mnie zaspokoiłaś
Gdy słońce rano zajaśniało
Z bliska ujrzałem wreszcie Cię
Opakowane w plastik ciało
Twe sztuczne rzęsy, sztuczny biust
Twą sztuczną szczękę, sztuczne włosy
I odtąd kobiet mam już dość

Codzienny aerobic

Wyciągamy rączki i klaszczemy!
Robimy 2 skłony w przód
O nam zaspokoi głód
10 padów z odbiciami
Tyłek sobie utwardzamy
Później ćwiczymy pełzanie
Ściskając w zębach podanie
Energiczne skłony głową
Również w życiu pomóc mogą
Wymachy nóżką do nieba
Czasem kogoś kopnąć trzeba
5 przysiadów koło stołu
Trzeba zawsze patrzeć z dołu
Galop w miejscu, zwis swobodny
Będzie z nas pracownik dobry
A gdy zmęczy i zdołuje
Ten codzienny aerobic
Wyskok obunóż przez okno
Jeśli mieszkamywysoko...

Parab dab dua

Kiedy byłem małolatem rock`n`roll już rządził światem
W szkole wciąż problemy miałem, bigbitowcem więc zostałem
Pierwszy koncert nie udany graliśmy do pustej ściany
Drugi koncert trochę lepszy przed stodołą na powietrzu
Słynna gitara Defila trochę rączki wykrzywiła
Róbcie więcgitary tak, a rockmanów trafi szlag.

 

Drugi koncert trochę lepszy przed stodołą na powietrzu
IrekDudek.pl Rawa Blues Festival
Copyright © 2004-2014 Shakin' Dudi
webdesign / cms / admin: Remigiusz Orowski